Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

"Białe plamy" mają się dobrze

środa, 30 maja 2007 20:05
 

W czasach PRL wiele się mówiło o "białych plamach" w polskiej historii czyli o wydarzeniach, o których komunistyczne władze albo nie pozwalały mówić, albo mówiły półgębkiem i pokrętnie. Dziś, choć mamy demokrację, "białych plam" wcale nie ubyło - częściowo zmieniły tylko swoją lokalizację.


Do obszaru "białych plam" nie należy już oczywiście nic, co wiąże się z dziejami ZSRR lub Rosji: na tych tematach historycy mogą się wyżywać, ile chcą. Tak np. o radzieckiej agresji z 17 września 1939 r. mówi się, i słusznie, bardzo wiele. Trudno byłoby za to znaleźć analityczny artykuł, poświęcony naszym ówczesnym sojusznikom: Anglii i Francji. W myśl traktatowych ustaleń sojusznicy ci mieli nam niezwłocznie udzielić zbrojnej pomocy, a tymczasem nie zrobili tego, mimo że niemiecka granica zachodnia była praktycznie pozbawiona wojska. Kto, kiedy i z jakich konkretnych powodów podjął taką decyzję? Czy gdyby Francuzi i Anglicy zaatakowali Niemcy w pierwszych dniach wojny, inwazja z 17 września miałaby w ogóle miejsce? Czy nasi zachodni alianci ponoszą zatem jakąkolwiek pośrednią odpowiedzialność za to, co stało się 17 września?


To ciekawe pytania, ale szukanie na nie odpowiedzi wymagałoby rzetelnych badań i odejścia od gotowych schematów. A to są, w warunkach polskich, zbyt wysokie wymagania.


Do obszaru dzisiejszych białych plam należą również - nie rozumiem, dlaczego - rządy sanacyjne. Tyle lat minęło od tamtych czasów, a wciąż "nie wypada" pisać np. o Procesie Brzeskim, Berezie Kartuskiej czy o sejmowych machinacjach, które ówczesny obóz sanacyjny stosował w celu przeforsowania potrzebnych mu uchwał.


Kilka lat temu napisałem dla pewnego czasopisma szkic historyczny, poświęcony m.in. polityce kadrowej w polskiej armii w latach 1926 - 1939. Opierałem się przy tym wcale nie na publikacjach, wydanych w PRL, lecz na opublikowanych na emigracji wspomnieniach przedwojennych oficerów. Obraz, jaki się z tych wspomnień wyłaniał, byl niewesoły. Po zamachu majowym (1926 r.) wyższe stanowiska dowódcze zostały w większości obsadzone przez młodych (nie zawsze mających jakiekolwiek wykształcenie wojskowe) legionistów, za to wielu profesjonalnych oficerów, absolwentów austriackich czy niemieckich akademii wojskowych, poszło w odstawkę. Czy taka polityka kadrowa miała potem wpływ na przebieg Kampanii Wrześniowej? - to było główne pytanie mojego tekstu, a odpowiedź na nie wcale nie była prosta i jednoznaczna.


Kiedy oddałem artykuł do druku, redaktor tego czasopisma, który i wcześniej, i potem zamieszczał wszystkie moje artykuły, ten akurat tekst odrzucił. Z wyjaśnieniem: " - Panie Leszku, trzeba budować, a nie burzyć".


Owszem, zgadzam się, trzeba budować. Ale tylko na prawdzie, nigdy zaś na mitach, nawet tych patriotycznych, "o piędzi, chwale i rubieży".


A dziś naszą historię zastępują mity. Skoro ogólnokrajowe media głoszą, że zamach majowy "był słuszny", to nie śmiej, historyku, zagłębiać się w ten temat ani przypominać o ofiarach śmiertelnych tego wydarzenia. Skoro "wiadomo", że Powstanie Styczniowe "było słuszne", to margrabia Wielopolski nie ma czego u dzisiejszych historyków szukać. Skoro "wiadomo", że "w polskiej historii nie było królobójstwa", to czy wypada burzyć ten sielski obrazek, przypominając o śmierci Przemysława II? Skoro "wiadomo", że przedrozbiorowa Polska była "państwem bez stosów", to przecież nie wypada rzucać kalumni na swój kraj i pisać o kaźni Łyszczyńskiego...


Sto lat temu profesor Wojciechowski w sposób rzetelny i wyważony zbadał konflikt króla Bolesława Śmiałego z krakowskim biskupem Stanisławem. Doszedł do wniosku, że sprawa była bardziej złożona i mniej jednoznaczna, niż to się na pierwszy rzut oka mogło wydawać. Publikacja książki prof. Wojciechowskiego wywołała w ówczesnym Krakowie polityczną burzę i nobliwemu historykowi nieźle się "oberwało". Gdyby prof. Wojciechowski żył dzisiaj i napisał dalszą część tej naukowej rozprawy, raczej nie miałby szans na jej opublikowanie...


Dlaczego tak sprawy wyglądają? Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest to, iż za interpretowanie historii wzięli się w ostatnich latach politycy. Oni to - choć nie znają i nie stosują naukowych metod badawczych, a ich pogląd na dane wydarzenie historyczne zależy od aktualnego interesu politycznego - wygłaszają arbitralne, "obowiązujące" opinie na temat polskiej historii.


Jeden z lokalnych, elbląskich polityków powiedział mi nawet, że "historia nie jest nauką". Bardzo wygodne tłumaczenie, usprawiedliwiające "spolityzowanie" tej dziedziny wiedzy.


Tak się jednak składa, że historia jest nauką, czy się to komu podoba, czy nie. Ma swój warsztat badawczy, metody pracy, nauki pomocnicze itp. Potrafi zbliżyć się do prawdy historycznej nawet w tych przypadkach, gdy źródła są fragmentaryczne lub szczątkowe. Trzeba tylko - bagatela! - chcieć tę prawdę poznać.

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Legendarny mecz!

piątek, 25 maja 2007 14:28

Poniżej chciałbym Wam przedstawić filmiki z fragmentami jednego z najbardziej niesamowitych meczy piłkarskich, jakie kiedykolwiek zostały rozegrane.

Ten mecz został miał miejsce zaledwie dwa lata temu, a już przeszedł do legendy. Był to mecz o awans do brazylijskiej serie A, w którym "Nautico" Recife zmierzyło się z "Gremio" Porto Alegre.

 

"Gremio" miało wszystko przeciwko sobie: grało na wyjeździe, sedzia podyktował dwa karne dla gospodarzy (oba obronione), a potem wyrzucił z boiska 4 pilkarzy "Gremio"!

Mimo to w końcowce "Gremio", grając w siódemkę, zdobyło zwycięskiego gola! Nadano wówczas "gremistom" tytuł "imortao tricolor" - nieśmiertelni trójkolorowi...

 

Linki są tu:

http://www.youtube.com/watch?v=-GFjP9xDMYU&mode=related&search=

 

http://www.youtube.com/watch?v=tLcicQRvoA0&mode=related&search=

 

http://www.youtube.com/watch?v=w29svLGuAmA&mode=related&search=

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Botafogo załatwione przez ..."frango"!

piątek, 25 maja 2007 13:23

Co to jest "frango"? W języku portugalskim słowo to oznacza coś znacznie gorszego niż kiks - to  błąd, który nigdy nie miał prawa się zdarzyć. Jeszcze gorzej, jeśli mówi się, że jest to frango "monumental" - pomnikowe...

 

 


A tak właśnie zdarzyło się w półfinałowym meczu Copa do Brasil (Puchar Brazylii) "Botafogo" - "Figueirense". Po dwubramkowej porażce w pierwszym meczu, "Botafogo" starało się, by u siebie, na Maracanie, odrobić straty i zapewnić sobie awans do finału.

 

Wszystko szło dobrze: "Botafogo" prowadziło 3:0 i kontrolowało grę. W ostatniej minicie meczu bramkarz gospodarzy Julio Cesar wykonał jednak "frango monumental" i wpuścił zupełnie niegroźny strzał rywali! Ostateczny wynik 3:1 dał awans do finału ekipie "Figueirense" - skromnemu, choć pierwszoligowemu klubowi ze stanu Santa Catarina.

 

Kiks bramkarza "Botafogo" możecie zobaczyć poniżej. Zwróćcie uwagę, jak zareagował na tego gola Cuca - trener "Botafogo"...

http://www.youtube.com/watch?v=j1US8_0oQCA

 

 


 

Drugim finalistą Copa do Brasil jest "Fluminense" Rio de Janeiro - klub, w którym gra Carlos Alberto.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak to z Elblągiem było...

środa, 23 maja 2007 21:00
Niedawno wpadła mi w ręce książka Bolesława Smagały "Ten Twój Elbląg". Ten "zgrzebny zapis", jak go sam autor nazywa, przeczytałem z wielkim zainteresowaniem.


Po pierwsze dlatego, że karty tej polityczno - wspomnieniowej publikacji wypełniają serdeczne uczucia autora wobec Elbląga. W tym sensie jest to jedna z najbardziej elbląskich książek, jakie zostały kiedykolwiek wydane.


Po drugie, bo pamiętam jeszcze z dzieciństwa szaro - bury, pogrążony w stagnacji Elbląg z końca lat sześćdziesiątych. A potem szybki, skokowy rozwój miasta, jaki nastąpił w wyniku podjęcia rządowej uchwały, dotyczącej Elbląga (1972 r.) i utworzenia województwa elbląskiego (1975 r.).


Trzeci powód jest taki, że książka Bolesława Smagały to głos świadka i uczestnika wydarzeń, które odegrały ważną rolę w dziejach naszego miasta. Autor nie ukrywa przy tym, że jest to świadectwo bardzo osobiste, a co za tym idzie - subiektywne. Zapewnia również: "podaję wiele informacji i faktów, nie ujawnianych opinii publicznej". Rzeczywiście: o wielu poruszanych tu sprawach nie można było dotąd nigdzie przeczytać.


Trzeba od razu powiedzieć, że ukazany w tej książce świat PZPR-owskich dygnitarzy z ówczesnego województwa gdańskiego (w skład którego do 1975 r. Elbląg wchodził) nie przedstawia się sympatycznie: nieustanne intrygi, "podchody", poufne informacje dostarczane przez "swoich ludzi", walka o wpływy, sabotowanie ustaleń, oficjalnie jakoby realizowanych itp.


A ówczesny tryb podejmowania decyzji! Mógłby on wprawić w osłupienie dzisiejszych specjalistów z dziedziny zarządzania. Rząd "sprezentował" Elblągowi fabrykę domów, ale gdański Komitet Wojewódzki PZPR, z Bejmem na czele, zadbał - jak twierdzi autor - o to, żeby ta fabryka nigdy do Elbląga nie dotarła (ostatecznie została zbudowana w Trójmieście). W tej sytuacji sympatyzujący z Elblągiem wicepremier Karkoszka "po cichu" (bez wiedzy władz partyjnych województwa gdańskiego) dał naszemu miastu drugą fabrykę domów; w tajemnicy rozpoczęto budowę tej fabryki, a potem B. Smagała pokazał tę budowę Edwardowi Gierkowi podczas jego wizyty w Elblągu. Gierek publicznie poparł wówczas tę inwestycję i w tej sytuacji sprzeciw gdańszczan nie miał już znaczenia...


Tadeusz Bejm... To chyba główny bohater tej książki, ukazany przez B. Smagałę w roli "czarnego charakteru":

"Wielokrotnie w 1972 roku Tadeusz Bejm I sekretarz KW PZPR w Gdańsku w rozmowach ze mną wypominał mi, że wymusiłem na władzach centralnych wielkie nakłady inwestycyjne dla Elbląga, a inne miasta województwa też mają wielkie potrzeby. On nie może dopuścić do takiej niesprawiedliwości i będzie przenosił nakłady finansowe z uchwały dla Elbląga do innych miast województwa."


W kilku miejscach B. Smagała stawia T. Bejmowi konkretne zarzuty:

"Zabrał przydzielony przez Karkoszkę poza uchwałą hotel fiński, który został zmontowany przy ulicy Elbląskiej w Gdańsku. Zapowiedział, że zabierze oczyszczalnię ścieków, zapisaną w uchwale i przekaże ją do Gdańska, bo nie może tak być, że Gdańsk, miasto wojewódzkie, nie ma oczyszczalni, a Elbląg ma mieć."


Czy postawa T. Bejma rzeczywiście była tak antyelbląska, jak ją przedstawia autor, to mogliby stwierdzić tylko historycy, mający dostęp do dokumentów z tamtych lat. Zastój gospodarczy naszego miasta w tym okresie, gdy leżało ono w województwie gdańskim, jest jednak bezdyskusyjnym faktem. W latach sześćdziesiątych Elbląg należał do najwolniej rozwijających się i najbardziej niedoinwestowanych miast w swojej kategorii (50 - 100 tys. mieszkańców). Jeszcze pod koniec lat pięćdziesiątych Elbląg był większy od Opola, Olsztyna, Rzeszowa i in., ale z upływem lat był przez kolejne miasta wyprzedzany...


Zdarzają się i takie zarzuty, których prawdziwość dałoby się łatwo sprawdzić:

"4 lutego zadzwonił do mnie po południu Franciszek Kaim. Poinformował mnie, że I sekretarz KW PZPR w Gdańsku wniósł protest do premiera Piotra Jaroszewicza. Bejm nie zgadza się, aby rząd zatwierdził uchwałę w sprawie Elbląga. Bejm uzasadniał, że nie godzi się, aby jedno z miast powiatowych województwa było szczególnie wyróżnione uchwałą rządową, dającą Elblągowi priorytet rozwojowy".


Warto byłoby dzisiaj dotrzeć do wspomnianego tu pisma T. Bejma do premiera Jaroszewicza i opublikować je. Dla wiedzy o dziejach naszego miasta byłby to dokument o kapitalnym znaczeniu...


Nie ulega przy tym wątpliwości, że w sporze T. Bejma z B. Smagałą "walka o Elbląg" przeplatała się z osobistymi animozjami. Świadczyć o tym może wiele scen, opisanych w książce, np. ta:

"Za plecami Bejma i Śliwowskiego pojawił się "za potrzebą" Edward Gierek. Słyszał, jak Bejm głośno mnie strofuje, po chwili podszedł bliżej i słuchał. Ja milczałem, bo widziałem Gierka, oni za swoimi plecami go nie widzieli. Chyba Gierek też nie mógł słuchać, jak mnie wdeptuje w tę grząską ziemię mój szef, bo w pewnym momencie odezwał się za plecami wykrzykującego tyrady, czerwonego jak burak Tadeusza Bejma:

- Towarzyszu Bejm, co wy chcecie od tego młodego człowieka? Nie wstyd wam? - powiedział i odszedł.

Bejm ze Śliwowskim zdębieli: jak się odwrócili, to zobaczyli plecy już odchodzącego Gierka."


W książce "Ten Twój Elbląg" autor nie szczędzi również przytyków innemu swojemu oponentowi z gdańskiego aparatu partyjnego, Tadeuszowi Fiszbachowi. Ze swadą opisuje np. scenę, kiedy to Fiszbach chciał się dowiedzieć, jak Smagała to robi, że wygłasza przemówienia z pamięci. B. Smagała odpowiedział żartem:

"Mam w domu magnetofon. Kiedy dzieci pójdą spać, włączam magnetofon, staję przed lustrem i czytam kilka razy z różną modulacją głosu, dodając do tego mimikę i gestykulację. Efekty sprawdzam, odtwarzając nagranie z magnetofonu. Kiedy uznam, że wersja jest dobra, wkuwam tekst na pamięć. W zależności od okoliczności i miejsca dodaję przemawiając początek i koniec. Ot i cała tajemnica.

Po kilku miesiącach w stołówce KW PZPR zaprzyjaźnieni pracownicy opowiadali mi, że żona Tadeusza Fiszbacha wygadała się do przyjaciółek, iż jej mąż Tadeusz kupił magnetofon i po nocach przy lustrze ćwiczy przemówienia. Trudna i niebezpieczna jest praca z działaczami, którzy nie mają poczucia humoru."


Być może B. Smagała nieco wyolbrzymia lub przecenia swoje zasługi dla naszego miasta, opisane w omawianej książce: od wielkich inwestycji po utworzenie samodzielnego, elbląskiego teatru. Nie wiem, niech te sprawy obiektywnie zbadają specjaliści od historii najnowszej. Ale czytając "Ten Twój Elbląg" chce się autorowi wierzyć, bo z kart tej książki emanuje szczerość, która nie czeka na profity.

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Traktat Dzierzgoński: legat przeciw Krzyżakom

czwartek, 17 maja 2007 20:14

7 lutego 1249 r. Krzyżacy i Prusowie, w obecności legata papieskiego Jakuba z Leodium, wymienili pocałunek pokoju. Zawarto Traktat Dzierzgoński. Traktat nie przetrwał próby czasu, ale wart jest tego, by o nim pamiętać.

 

Sytuacja, jaką zastał w ówczesnych Prusach Jakub z Leodium, wzbudziła jego niepokój. Podbój Prus był daleki od ukończenia, a w dodatku Krzyżacy nie traktowali nawet tych Prusów, którzy przyjęli chrzest, jako pełnoprawnych obywateli zakonnego państwa. Legat stwierdził, że "między pruskimi neofitami a Zakonem doszło do poważnego zatargu", ponieważ neofici (czyli Prusowie, którzy już przyjęli chrzest) byli przekonani, że obowiązuje ich "posłuszeństwo i uległość tylko samemu Chrystusowi i Kościołowi". Tymczasem Krzyżacy "wbrew obietnicom zmuszali ich do uciążliwych posług i to do tego stopnia, że sąsiedni poganie słysząc o ich ucisku nie mieli ochoty poddać się pod słodkie jarzmo Ewangelii".

 

Widać tu wyraźnie, iż legat papieski uznał krzyżacką politykę za sprzeczną z interesami Kościoła, bo odstręczającą Prusów od przyjmowania nowej wiary. Na czym konkretnie polegały naganne praktyki, stosowane przez Krzyżaków? M.in. na bezprawnym przywłaszczaniu sobie mienia Prusów. Dlatego w traktacie Krzyżacy obiecali neofitom, "a także poganom wokół mieszkającym, potencjalnym kandydatom do chrztu i nawrócenia", że zakonne władze zagwarantują im "prawo do kupna każdej rzeczy od dowolnego człowieka lub nabycia w inny godziwy sposób; to co kupią lub inaczej nabędą będzie ich własnością, którą przekazać mogą spadkobiercom".

 

Jakub z Leodium zmusił również Krzyżaków do zagwarantowania Prusom "transparentności" (tak byśmy to dziś określili) transakcji handlowych, dokonywanych przez zakon. Że pod rządami Krzyżaków było z tym nie najlepiej, świadczy następujące zdanie: "Zakon zobowiązał się przestrzegać rzetelności w konkurencji i nie zmuszać drugiej strony do zaniechania udziału w licytacji". Krzyżacy zobowiązali się również, że odtąd "nie będą zabierać od Prusów bez prawomocnego wyroku sądowego posiadłości ziemskich".

 

Dzięki traktatowi Prusowie zyskali również prawo, by "sądownie dochodzić swoich praw przed trybunałem kościelnym i świeckim przeciw wszystkim osobom przez nich obwinianym i podejmować dowolne akty prawne". Ponadto zagwarantowano Prusom dostęp do stanu kapłańskiego, zaś neofitom z rodzin szlacheckich - do stanu rycerskiego. Jeszcze więcej mówi o krzyżackich rządach to, iż w traktacie - na prośbę Prusów! - zakazano "wymuszania zeznania w sądzie przez przypalanie żelazem"...

 

Prusowie ze swej strony zobowiązali się wytrwać przy nowej wierze, zaniechać dawnych praktyk religijnych i zbudować oraz wyposażyć nowe kościoły w licznych miejscowościach. Kościoły te mieli Prusowie "tak wewnątrz wystroić, aby modlącym się w nich ludziom stanowiły one bardziej atrakcyjne miejsce kultu niż pogańskie ośrodki w lasach"...

 

Traktat ten (jak każdy traktat, który kiedykolwiek zawierano) miał być przestrzegany "po wsze czasy", co zaprzysiągł krzyżacki mistrz krajowy Heinrich von Wida a także przedstawiciele Prusów. Dodano, iż Krzyżacy "przebaczają Prusom ich występki, a ci nawzajem przewinienia Zakonu. Przedstawiciele obu stron w obecności legata przekazali sobie pocałunek pokoju".

 

Jakub z Leodium dokonał w Dzierzgoniu wielkiego dzieła. Traktat, zawarty dzięki jego staraniom, był dokumentem jak na owe czasy bardzo tolerancyjnym. Traktat ten przekształcał krzyżackich poddanych w pełnoprawnych obywateli i dawał szansę na ocalenie Prusów przed zagładą. Niestety, historia potoczyła się inaczej...

 

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kto walczył o słuszną sprawę?

środa, 02 maja 2007 17:06
 

Historii nie powinni interpretować politycy, bo oni (niezależnie od politycznej opcji, reprezentowanej przez siebie) zawsze mają skłonność do upraszczania i spłycania jej, tak aby stała się ich politycznym orężem.

 

Niestety, próby takich interpretacji, w dodatku mającej się niekiedy przekładać na akty prawne, są ostatnio coraz częstsze. Wystarczy wymienić sprawę "dąbrowszczaków", czyli polskich ochotników, walczących w obronie hiszpańskiej republiki przeciwko generałowi Franco, który wszczął wojnę domową, by sięgnąć po władzę. Dziś (choć pozostałych przy życiu "dąbrowszczaków" można policzyć na palcach) opisuje się ich w polskich mediach jako "żołnierzy niesłusznej sprawy" i formułuje akty prawne, mające ich pozbawić uprawnień kombatanckich.

 

Jeśli "dąbrowszczacy", broniący demokratycznie wybranego rządu republiki, byli "żołnierzami niesłusznej sprawy", to kto był w tamtej wojnie po słusznej stronie? Chyba nie generał Franco, który zbrojnie wystąpił przeciwko legalnemu rządowi, wspierany w tym przez Hitlera i Mussoliniego? A jeśli formułuje się wobec niektórych "dąbrowszczaków" zarzuty, iż po 1944 r. "umacniali władzę ludową", popełniając przy tym zbrodnie, to za owe zbrodnie można tych konkretnych ludzi oskarżyć i pozbawić statusu kombatanta, ale przecież nie za ich udział w wojnie hiszpańskiej.

 

Najbardziej kompetentni do oceny roli "dąbrowszczaków" są właśnie Hiszpanie, którzy zupełnie nie zgadzają się z wykładnią tej sprawy, prezentowaną przez polskie władze. Hiszpański Senat przyjął niedawno specjalną uchwałę, broniącą dobrego imienia "dąbrowszczaków". Przyjął jednogłośnie: za uchwałą głosowali także senatorowie z partii prawicowych...

 

Historia przeżywana przez konkretnych ludzi, historia prawdziwa, jest zawsze bardziej złożona i trudniejsza do jednoznacznej oceny niż głoszona przez polityków historia upolityczniona i zideologizowana.

 

Mój zmarły przed kilkunastu laty teść mieszkał w ubogiej wiosce, opodal Hajnówki. Miał kilkanaście lat, kiedy (jesienią 1939 r.) bez jego zgody "granica go przekroczyła", ponieważ te tereny zostały przyłączone do ZSRR. Kiedy więc w czerwcu 1941 r. Niemcy napadły na Związek Radziecki, wcielono go, jako "obywatela ZSRR", do Armii Czerwonej W jej szeregach walczył następnie, m. in. pod Stalingradem.

 

Kiedy tylko usłyszał o formowaniu się armii Andersa, od razu złożył podanie, by do niej wstąpić. Los jednak i tym razem wybrał za niego: zanim udało się sprawę załatwić, armia Andersa już odmaszerowała w kierunku Iranu. Mój teść został więc w końcu żołnierzem I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, formowanej w Sielcach nad Oką. Potem przeszedł szlak bojowy od Lenino (w tej krwawej bitwie został ranny, a większość żołnierzy z jego kompanii zginęła) do samego Berlina.

 

 

Czy, gdyby żył, miałby się dziś czuć "gorszym kombatantem", bo szedł do kraju z "niesłusznej" strony?

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 104253

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Blog literata i dziennikarza, a przy tym wolnomyśliciela, wyznawcy bogów Olimpu.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 12.01.2010 17:58:01
  • autor: tomas
  • treść: Jutro pierwszy mecz ...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 08.09.2009 14:58:21
  • autor: lolololoooo
  • punkty: 100
  • treść: super dzięki za rela...